Jechaliśmy windą i wsiadła taka dziewczyna z bardzo umięśnionym tyłkiem, też na siłkę, jak się okazało. A ponieważ szliśmy za nią, więc siłą rzeczy rozmowa zeszła na sprawy tyłkowe. Badoque zapytany został czy woli takie tyłki czy raczej takie, jakie mają, by dokonać parafrazy klasyki „ubodzy dupem”. Chyba te drugie, zdecydowanie te drugie. Badoque’a wszystko co w nadmiarze przeraża, oprócz takiej jednej czynności, ale tej z kolei w nadmiarze nigdy nie ma. Ale wie, że gdyby miał, to by go nie przerażała, wręcz przeciwnie. Ta, tyle namiętności się zaskorupia (o, jest takie słowo), zasycha, ginie.

Dzisiaj był egzaminować w mieście odległym o porządny rzut beretem – 60-70 km. Jechał z kubkiem kawy, słuchał ulubionej płyty, a słońce tak męczyło, że po raz ostatni chyba w tym roku wyjął okulary ciemne ze schowka (miały chłodne oprawki) i poczuł się przez chwilę jakby zasuwał na wakacje, tyle że kogoś mógłby jeszcze zabrać, jakąś autostopowiczkę, z tego co pamięta ubogą dupem.